Taki mały, a tak szybko się uczy…

Przystępując do nauki jakiejkolwiek umiejętności – niezależnie od tego, czy będzie to malowanie, szydełkowanie, nauka języka czy gra na instrumencie – dość szybko można zauważyć, czy posiada się do niego odpowiednie predyspozycje. Jedni szybciej uczą się jeździć na rowerze, a inni łatwiej zapamiętują skomplikowane wzory matematyczne. W przypadku Fryderyka Chopina, jak łatwo się domyślić, umiejętnością, która przychodziła mu bez większego trudu była gra na fortepianie. Początkowo obcowania z instrumentem uczyła do matka, szybko jednak przekazała utalentowanego chłopca w ręce profesjonalnego nauczyciela, Wojciecha Żywnego.

Praca z takim dzieckiem jak Chopin niemal graniczyła z przyjemnością, gdyż był uczniem niesamowicie pojętnym. W jednym z listów z 1831 roku, ojciec Fryderyka, Mikołaj, wspomina, jak łatwo i sprawnie jego syn radził sobie z grą na ukochanym fortepianie. Nie bez wzruszenia wspomina, jak niewiele czasu potrzebował Fryderyk, by przyswoić sobie podstawowe techniki gry. Zaznacza, że palce chłopca były jakby specjalnie do tego przygotowane, nie potrzebując w czasie gry zastanowienia ani długich godzin ćwiczeń, których potrzebowali inni.